wtorek, 3 grudnia 2013

Wbrew pogodzie u nas lato...

Nie lubię szaroburej i ponurej jesieni.
Już wolałabym zimę!
Tak!
Śnieg, biało wkoło, może być nawet wielki mróz, ale jakoś człowiekowi bardziej chęci do życia przychodzą..
Dlatego postanowiłam powspominać...
Ale tez trochę ostrzec.
Dziś na tapecie Bułgaria...



,,Długa jest droga do Rio, daleka jest droga do Rio..." - kiedyś śpiewaliśmy taką piosenkę, ale teraz powinna być wykonywana w wersji ,,Dłuuuuuuuuuuuuuuuuga jest droga do Bułgarii". I chyba nie jest to spowodowane odległością, ale problemami komunikacyjnymi.
Jeżeli zdecydujemy się na przejazd przez Rumunię, czekają nas korki, niezbyt atrakcyjne drogi i wleczenie się w upale...
Przez Serbię natomiast droga jest zdecydowanie lepsza, ale czas nadrobiony w trasie możemy zostawić na granicy w gigantycznej kolejce, jeżeli panowie serbscy celnicy akurat nie będą mieli humoru...


Udało się dotrzeć na miejsce (w naszym wypadku była to Ravda) - można wybrać zakwaterowanie w licznie oferowanych kwaterach prywatnych (i to w naprawdę bardzo dobrej cenie) albo wybrać jeden z ogromnych hoteli, których na wybrzeżu jest mnóstwo. Większość z nich ma baseny ze słodką wodą i obsługę na całkiem przyzwoitym poziomie.


Hotel warto wybrać choćby dlatego, że obsługa sprząta plażę hotelową... 





...bo, jak widać, bułgarskie plaże do najczystszych nie należą...



W pobliżu Ravdy znajduje się jeden z bardziej znanych i wartościowych zabytków
Bułgarii - miasteczko Nessebar.


Położone na maleńkiej wysepce, na którą dostaniemy się wąziutką drogą, a przy wejściu do miasta powita nas wiatrak.



Nessebar to niewielka osada, która już w czasach greckich i rzymskich była kwitnącym portem. Dzisiaj można tu podziwiać pozostałości rzymskich budowli, cerkwie




                                wspaniałą drewnianą zabudowę


kupić pamiątkę od któregoś z ulicznych sprzedawców (turystyka to główne źródło utrzymania mieszkańców wysepki).









Z Nessebaru można wybrać się na przejażdżkę morską do pobliskiego Słonecznego Brzegu:




Każdy znajdzie dla siebie coś miłego w Bułgarii.
Dla mnie była to niewątpliwie bardzo ciepła woda i stosunkowo niskie ceny.
I cieszę się, że do Bułgarii trafiłam, zanim pojechałam do Chorwacji, Grecji czy Włoch...
Dlaczego?
Jest tu po prostu brudno.





czwartek, 14 listopada 2013

Artystyczne ziemniaczki

Zazwyczaj kupuję kilka ziemniaków, które starczają na dwa-trzy obiady. Nie pomyliłam się, po prostu nie ma w naszym domu wielbicieli kartofelków...
Dlatego zaskoczeniem było dla pani sprzedawczyni, gdy nagle kupiłam ich bardzo dużo...
Bynajmniej nie do jedzenia!!


                                                        A w jakim celu?


Artystycznym :)!!!



                            Zrobiłyśmy pieczątki...




Odpowiednio pomalowałyśmy...




Jak widać, z ogromnym namaszczeniem i poświęceniem :)





 

        I jesienne pieczątkowo-ziemniaczane dzieło gotowe :)














poniedziałek, 11 listopada 2013

Święto Odzyskania Niepodległości w Opolu


Już od kilku dni z zainteresowaniem czytałam ogłoszenia o obchodach Święta Niepodległości w Opolu.



Nie ukrywam, że chyba najbardziej zaintrygowało mnie hasło ,,Odkryj tajemnice opolskiego Ratusza" i gdy tylko była możliwość, zgłosiłam się po wejściówki na ,,wycieczkę".


Dzisiaj okazało się, że to było dobre posunięcie, bo chętnych do zwiedzania ratusza było zdecydowanie więcej niż miejsca...
Weszliśmy z pierwszą grupą, nasza ekskursja rozpoczęła się od zejścia do schronu, przepraszam, do ,,obiektu obronnego II stopnia" (czy równie skomplikowana nazwa).


       Przez moment poczułam się strasznie - przypomniały 
mi się lekcje przysposobienia obronnego ze szkoły podstawowej. Chyba nie muszę dodawać, że ich nie cierpiałam!!!!


W razie zagrożenia do schronu  miały się przenieść 

władze miasta.



W podziemiach zachowały się urządzenia, które pozwalają 

nawiązać łączność, a także działający system filtracyjny, co 

zostało nam zademonstrowane.


Można było także zobaczyć stroje ochronne obrony cywilnej.



Przekonać się, że było miejsce do odpoczynku.



     A to coś, co zrobiło na mnie najgorsze wrażenie: ,,inkubator" do przenoszenia niemowlaków...




Po wyjściu ze schronu udaliśmy się na wyższe piętra, aby na własne oczy zobaczyć ratuszowe sale.
Najpierw odwiedziliśmy salę ślubów (przyznaję się bez bicia - 20 lat w Opolu i dopiero pierwszy raz tu trafiłam :)):









        Z sali ślubów udaliśmy się do gabinetu prezydenta.



Najpierw sala oficjalnych spotkań, gdzie dzisiaj można było obejrzeć umowy o współpracy miasta Opola z miastami partnerskimi, m.in. z Grass, Poczdamem itd.



















Rzut oka za okno, co widać na dole?


Następnie przejście przez sekretariat,


a na końcu jesteśmy w gabinecie prezydenta:










Z gabinetu prezydenta idziemy do sali posiedzeń.



      Tutaj czekała dyrektor Muzeum Śląska Opolskiego 
pani Urszula Zajączkowska, która przedstawiła kilka ciekawostek z historii opolskiego ratusza.





 Po krótkim, ale ciekawym miniwykładzie uczestnicy zostali poproszeni o przejście na dół. Po drodze minęliśmy popiersie marszałka Piłsudskiego.



           A na koniec zwiedzania czekała niespodzianka:



Każdy mógł poczęstować się kawałkiem tortu,


a także usiąść na fotelu Prezydenta Miasta Opola:





Po wyjściu z ratusza odczekaliśmy baaardzo długą chwilę, ale warto było. Mogliśmy z bliska obejrzeć przejście pocztów sztandarowych i przedstawicieli różnych służb i grup rekonstrukcyjnych:

















Atrakcji było jeszcze wiele,ale... zrobiło się zimno...
Mimo to uważam, że dzisiejsze świętowanie było wyjątkowo udane i inne niż zwykle.
Bardzo ciekawe pomysły, wiele propozycji - naprawdę można świętować i nie zwariować, a przy okazji zobaczyć coś ciekawego i spędzić wolny czas w bardzo miły sposób.