czwartek, 20 września 2012

Plastikowe nakrętki


Zbieranie nakrętek ,,dla kogoś" jest coraz bardziej popularne.
Zbieraliśmy dla Franeczka, dla dzieci z przedszkola z oddziałami integracyjnymi...
Teraz zbieramy dla Laury Hampel.
Dziewczynka jest podopieczną Fundacji ,,Zdążyć z pomocą", fundusze uzyskane ze sprzedaży nakrętek zostaną przeznaczone na zakup protezy dla niej. Laura urodziła się bowiem bez lewego przedramienia i bez dłoni.
Mamy stały kontakt z rodzicami dziewczynki, nakrętki są na bieżąco przekazywane, a do końca... jeszcze daleko!
Aby uzbierać potrzebne fundusze, trzeba sprzedać kilkadziesiąt ton (!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) nakrętek...
Dlatego - proszę - jeżeli macie plastikowe nakrętki - przynoście je do nas lub skontaktujcie się pod adresem
testoprobki@wp.pl

Inwałd


Wiele jest miejsc w Polsce, gdzie dzieci znajdą dla siebie prawie raj. Czasem gorzej z dorosłymi, którzy nie mają ochoty kręcić się na karuzelach, a tym bardziej zdzierać spodni na zjeżdżalniach.
I właśnie dlatego chciałabym przedstawić miejsce, gdzie zarówno młodsi, jak i starsi znajdą coś interesującego dla siebie. A mianowicie Park Miniatur w Inwałdzie.
Przyznaję, jechałam tam z pewną obawą, bo już ,,zaliczyliśmy” kiczowaty Rabkoland i niewiele lepszy Dinozatorland, gdzie dzieci z pewnością świetnie się bawiły, nie zważając na rdzę, śmieci i zarośnięte alejki, ale my – dorośli – nie byliśmy zachwyceni.
Na szczęście Park Miniatur w Inwałdzie zaskoczył nas bardzo pozytywnie.
Już na wstępie plus za BARDZO SPRAWNĄ  obsługę – kolejki do kasy były ogromniaste, ale wszystko szło sprawnie i  błyskawicznie posuwaliśmy się do przodu.
Po wejściu na teren parku od razu można zauważyć doskonałe miniatury, w zachowanych proporcjach – kolejny plus – wszystkie miniatury są w tej samej proporcji (1:25), więc łatwo porównać i ma się wyobrażenie, co jest naprawdę duże, co mniejsze i jak wyglądają w stosunku do siebie.
Zaskakuje dbałość o detale – długo można przyglądać się miniaturowym budowlom i zachwycać precyzją wykonania.
Zobaczymy tu m.in.:

miniWENECJĘ:


Plac św. Piotra, Biały Dom, 
Tadż Mahal i Łuk Triumfalny:


Świątynię Mądrości Bożej (Hagia Sophia):


Ale także wiele znanych polskich miejsc:
Zamek Królewski w Warszawie, ratusz w Poznaniu:


zamek w Mosznej czy zamek w Łańcucie.

Wspaniała zabawa dla dzieci, które mogą nie tylko obejrzeć  najpiękniejsze i (chyba) najbardziej znane budowle świata, ale także mogą poszaleć w parku rozrywki.
Dla najmłodszych karuzelki, kolejki, małpi gaj i zjeżdżalnie za darmo, natomiast dla nieco starszych dzieci atrakcje są już płatne – żeton kosztuje 5 zł (w cenie biletu dwie atrakcje  gratis).
       Po wielu przeżyciach i atrakcjach na miejscu można posilić się – znajdują się tu punkty, gdzie można napić się kawy, zjeść coś ,,na przekąskę” czy deser.

Bilet wstępu do parku dla dorosłych kosztuje 19 zł, dla dzieci 15 zł, natomiast maluszki do 4 lat wchodzą za darmo.
Można też wstąpić do średniowiecznego zamku i warowni, ale to już inna bajka…
Więcej dokładnych informacji i zdjęć znajdziecie tutaj:

sobota, 8 września 2012

,,Pan Tadeusz"

Narodowy dzień czytania ,,Pana Tadeusza".
Jak przystało na polonistę, też powinnam czytać naszą epopeję narodową... i czytam, ale niekoniecznie na rozkaz i w tej chwili...
Prezydent zainaugurował ogólnopolską imprezę - chwała mu za to, tylko czy jeden dzień w roku wystarczy, aby nadrobić zaległości w czytaniu?
Czasem mam  wrażenie, że pod tym względem to Polacy (i nie tylko) uwsteczniają się i to w galopującym tempie...
Może należy na co dzień zachęcać do czytania, począwszy od maluszków?
A wracając do ,,Pana Tadeusza"...
Czytam dużo.
Zarówno klasyków, jak i nowości, ale przyznaję, że dopiero za czwartym (sic!) razem ,,podeszła" mi nasza epopeja autorstwa pana Mickiewicza...
Pierwszy raz - szkoła podstawowa, przeczytać, byle znać treść, nie do końca zastanawiając się nad sensem, tym bardziej że dla 14-, 15-latka ,,wierszowane bzdury" nie są szczytem zainteresowań...
Drugi raz - szkoła średnia - też ,,żeby Polska nie zginęła", byle wiedzieć, o co chodzi - dobrych streszczeń jeszcze nie było...
Kolejny raz - już na studiach - treść jako tako się pamiętało, ale ważniejsze były wszelkiego rodzaju opracowania, wstępy, posłowia, analizy itd. A na dodatek - jak mogłam zachwycić się ,,Panem Tadeuszem", skoro na zaliczeniu PISEMNYM dostałam jedno pytanie ze ,,Snu srebrnego Salomei", drugie z Norwida (którego zawsze uwielbiałam), a trzecie zadanie to było... STREŚCIĆ ,,PANA TADEUSZA"!!! NAPRAWDĘ!!!!
Zburzyłam się trochę, bo w ciągu 45 minut trudno cokolwiek zrobić...
I dlatego miłością do ,,Pana Tadeusza" nie pałałam...
Ale kiedyś - będąc na wakacjach w Luksemburgu - wzięłam do ręki, zaczęłam czytać i... teraz już mi się podoba. 
Nawet bardzo.
Nie wiem, czy to atmosfera wywołana tęsknotą, brak jakichkolwiek książek  po polsku, czy dopiero wtedy do tego dorosłam?
I pewnie teraz wzbudzę święte oburzenie, ale uważam, że akurat do tej pozycji w naszej literaturze trzeba po prostu dorosnąć i nie należy katować dzieci fragmentami i na siłę wmawiać im, że to wspaniały utwór, bo one tego jeszcze nie rozumieją, ,,nie czują". Wiem, co mówię (a w zasadzie piszę), bo muszę to omawiać z 10-, 11-, 12-latkami i gdy widzę w ich oczach kosmiczną pustkę i zupełny brak zrozumienia, a potem tłumaczenie ,,z Mickiewicza na nasze", to mam ochotę postawić za biurkiem tych, którzy dobierają teksty kulturowe dla szkoły podstawowej...

Akcja ,,Narodowe czytanie Pana Tadeusza" spodobała mi się bardzo, zapałałam chęcią przypomnienia sobie całego utworu, a nawet gdzieś mi świta taka myśl, że może zażyczyć sobie ,,od Mikołaja":) jakieś ekskluzywne wydanie ,,Pana Tadeusza"?
 A co, w końcu to nasz skarb narodowy!!

czwartek, 23 sierpnia 2012

Nakrętki dla Laury



Zbieranie nakrętek ,,weszło nam w krew":) - zbliża się rok szkolny, więc... drżyjcie plastiki:)!!!!
Jak zwykle - zbieramy plastikowe nakrętki wszelkiego rodzaju - z napojów, soków, płynów do płukania, prani, jogurtów itd.  Zbiórka - w Publicznej Szkole Podstawowej w Nakle.
W tym roku zbieramy dla Laury:


Grecja - Riwiera Olimpijska - Meteory - Skiathos

Po półrocznym planowaniu, marzeniu i zniecierpliwieniu nadeszła wiekopomna chwila:)!!!
Nareszcie w Grecji:)!



Trudy podróży wynagrodziły nam przepiękne widoki i nadzieja na wspaniałe wakacje.
Już w trakcie podróży nasze zainteresowanie wzbudziły przydrożne kapliczki.



Jak nam później wytłumaczyła pani przewodnik - są to

 kapliczki, które Grecy stawiają w miejscach, gdzie były 

wypadki i są one w różnych intencjach - albo upamiętniają 

czyjeś ocalenie, albo śmierć. Zawsze są tam świeczki, 

zapałki, oliwa - można zapalić w czyjejś intencji albo w swojej - np. o szczęśliwą podróż.

     Dotarliśmy na Riwierę Olimpijską.


Ciepło, słonecznie, gaje oliwne, sady pomarańczowe... i 


pnącza kiwi:)!:



Ale aby żyć, trzeba coś zjeść - nawet na wakacjach.
Wizyta na greckim targu... 





Warto iść, aby to zobaczyć, usłyszeć przekrzykujących się 


straganiarzy, spróbować mnóstwa pysznych rzeczy (chociaż 

nie polecam mocnego próbowania uzo czy tsipouro od 

samego rana, bo można do śniadania nie dotrwać:)). 

(Tsipouro  jest rdzennym greckim produktem. Wytwarza się

 go tylko w Grecji. Jest mocno destylowanym alkoholem 

zawierającym około 42% alkoholu na opakowanie i wytwarza 

się go z pozostałości z pras winogronowych. A co to uzo, to 

chyba nie trzeba tłumaczyć:)).

Na szczęście udało się wrócić na śniadanko:):




A śniadanie na tarasie z widokiem na Olimp smakuje 


wyśmienicie.

Potem już tylko plaża, morze, leniuchowanie, plaża, morze, 


leniuchowanie, plaża, morze i...

No i oczywiście wycieczki.

METEORY


Na zachodnim krańcu Tesalii, u podnóża gór Pindos, 


wyrastają z ziemi słupy, masywy i maczugi skalne  o 

fantastycznych kształtach.


 W drodze na Meteory - Kalambaka  


Kalambaka z góry



Cóż, w takich momentach można się zastanowić: kto lub co 


jest potężniejsze? Natura, która w tak cudowny sposób

 poradziła sobie z przyrodą, czy człowiek, który jednak w 

pewien sposób opanował te, wydawałoby się, niedostępne miejsca?

Aby wybudować klasztory, przez wiele lat gromadzono 


materiał (przewodnik podaje, że nawet około 80 lat), a 

potem wciągano w sieciach, na sznurku. Teraz wprawdzie

 sieci i sznur wiszą, ale tylko dekoracyjnie, natomiast 

wykorzystuje się ,,transport linowy" do przewożenia 

materiałów i... przewożenia niepełnosprawnych... Hm... nie 

wiem, czy zdecydowałabym się na taką podróż:






Wybrałam ,,nożny środek transportu" i udało sie dotrzeć do


 wspaniałego klasztoru Megalo Meteoron.

Nazwa ,,Meteora" oznacza ,,głazy zawieszone w powietrzu",

 co chyba się zgadza z tym, co widzimy:).









 Początkowo było tu 24 klasztory, teraz zostało sześć - cztery 


męskie i dwa żeńskie. W 1948 roku zniesiono abaton, czyli 

zakaz wstępu kobietom (do klasztorów na świętej górze 

Athos kobiety dalej  nie mają wstępu).

Wrażenia niesamowite, trudno opisywać... Meteory trzeba 

zobaczyć - panuje tu taka niesamowita atmosfera 

tajemniczości i spokoju. Nawet setki turystów (podaje się, że 

w sezonie ok. 1500 dziennie) nie są w stanie tego zmienić... 

Można się zatrzymać, podumać, a przede wszystkim 

pozachwycać się...

SKIATHOS

Po Meteorach Skiathos wydaje się zupełnie czymś 


przeciwnym.

Już sama podróż, a w zasadzie rejs, na pewno nie sprzyja 


zadumie:): pokaz greckich tańców, a potem Metaxa Party (w 

drodze powrotnej Uzo Party):


Zorba:)




Kapitan tańczy zorbę:)


Metaxa Party

Skiathos - maleńka wysepka, linia brzegowa ok. 44 km, 


znajduje się tutaj 60 plaż.

Najbardziej znana jest chyba z tego, że to właśnie na tej

 wysepce nakręcano film ,,Mamma Mia", o czym 

przypominano chyba 50 razy podczas rejsu.

Największym miasteczkiem jest Skiathos. Ładne, miłe, dla 


mnie typowo greckie widoczki:):















A potem rejs na drugą stronę wyspy, gdzie znajduje się 


piękna plaża Koukounaries.






Uch... powspominać warto...

Wspaniałe wakacje, nowe miejsca.

..
Ale tu na pewno kiedyś wrócimy:)!!!!!!!