sobota, 16 maja 2015

Opolska Noc Muzeów 2015

          Noc Muzeów to świetny pomysł!
 Udało się zarezerwować bilety, które można było odebrać  Archiwum Państwowym, i... z niecierpliwością czekamy na podróż do przeszłości.

                                               Przystanek autobusowy z czasów komunistycznych...




         ...pojawia się długo oczekiwany ,,ogórek",  wsiadamy...

 

...i nasz wesoły autobus z panem milicjantem rusza...

 

Pierwszy przystanek to atrakcja zapewniona przez:



,,Niespodzianka" pojawiła się na scenie - Paweł Stasiak z zespołu kiedyś Papa Dance, teraz Papa D.


Jedna piosenka i przeniosłam się w czasy dzieciństwa... To było bardzo sympatyczne :)!
                                                     

               Ale wszystko krótko trwa, jedziemy dalej, a po drodze nie tylko słuchamy opowieści pani Aleksandry, ale również można posłuchać wspomnień kolejnego gościa - 


                                               pana Janusza Trzepizura,


                    który z tej okazji założył oryginalny dres z olimpiady w Moskwie!

 

Podróż w czasie minęła, na dzieci (dorosłych też)  czekała wata cukrowa.


           Nasz kolejny punkt to Muzeum Śląska Opolskiego, gdzie oprócz wystaw stałych można podziwiać domki dla lalek - piękne! Precyzyjne i zaskakujące.



             Podziwialiśmy lalki, a potem spacerkiem do kolejnych nocnych muzeów...

 

...mijamy ratusz...

 

Rzucamy okiem na Wieżę Piastowską i skręcamy do Archiwum Państwowego, gdzie już przy wejściu wita nas ,,pani z epoki" i częstuje kisielem :)
                                              



 


Przyznaję, pierwszy raz byłam w tej opolskiej instytucji.
Dzieci poszły na warsztaty plastyczne, a ja podziwiałam plakaty ,,z epoki":

                                       



           Dzieci zajęte, starsi mogli sprawdzić swoje siły
                                  w ,,Teście z PRL-u".


                Za prawidłową odpowiedź można było zdobyć talony    na malucha



          Każdy mógł też zdobyć nagrodę specjalną:
                             

                                         oraz dyplom: 

                          



                     Nagród można było zdobyć bardzo dużo,  plakietki, kubki, gadżety...










                           Podczas 8. Nocy Muzeów można było odwiedzić wiele instytucji kulturalnych i muzeów:

 

           Nam nie starczyło sił, czasu i wytrwałości dzieci:), aby skorzystać ze wszystkich możliwości, ale i tak uważam, że ósma Opolska Noc Muzeów była super! i w przyszłym roku na pewno znowu pójdziemy!

wtorek, 28 kwietnia 2015

Muzyka na zgliszczach...

           Recenzję pisałam na potrzeby DKK


        Steven Galloway  ,,Wiolonczelista z Sarajewa". 



                Oblężenie Sarajewa to najdłuższe oblężenia miasta w historii nowożytnej. Trwało prawie cztery lata (1992-96), zginęło ok. 10 tysięcy ludzi, a około 50 tysięcy zostało rannych.
                 W latach 90. chodziłam do liceum, miałam swoje problemy, nie bardzo interesowało mnie to, co dzieje się w polityce, i nie do końca rozumiałam zatroskane miny rodziców, którzy po każdej informacji o wojnie w Jugosławii ze współczuciem kiwali głowami i powtarzali ,,najgorsze, co może się zdarzyć: gdy brat zabija brata"...
                 Minęło już wiele lat, miałam okazję odwiedzić Serbię, Macedonię, Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę... Jeszcze do dzisiaj można znaleźć ślady po tych strasznych   czasach. Zniszczone miasta, drogi, zagubieni ludzie i wstrząsające wspomnienia... Czy w tym wszystkim można ocalić człowieczeństwo?
                           27 maja 1992 roku kilka pocisków spadło  na tłum ludzi czekających na chleb w kolejce na jednej z ulic Sarajewa.  Zginęły dwadzieścia dwie osoby, ponad siedemdziesiąt zostało rannych. Znany sarajewski wiolonczelista, Verdan Smailović, przez dwadzieścia dwa dni, dzień po dniu, odgrywał w miejscu tragedii ,,Adagio g-moll", by chociaż w ten sposób uczcić pamięć ofiar. I to właśnie wydarzenie było inspiracją dla Stevena Gallowaya do napisania ,,Wiolonczelisty z Sarajewa".
                        Tytułowy wiolonczelista pojawia się na początku, wprowadza nas w sytuację, a potem widzimy go już tylko oczyma innych bohaterów, mieszkańców obleganego Sarajewa.
Nie są to jacyś wybitni ludzie. Zwykli, uwikłani w wojenne życie: ,,Strzała" - dziewczyna-snajper, Dragan - starszy pracownik piekarni i Kenan - bezrobotny.
                       Każdy z bohaterów siłą rzeczy jest uwikłany w konflikt między ,,nami" a ,,nimi - tymi ze wzgórza".
                       Kenan nie pracuje, ma trójkę dzieci, żonę i wybitnie uciążliwą sąsiadkę, której obiecał pomoc, a teraz nawet w obliczu śmierci czuje się zobowiązany, aby słowa dotrzymać. Często pod obstrzałem, nierzadko na celowniku snajperów dąży na drugi koniec miasta, aby pzynieść wodę. ,,Wycieczki" uświadamiają mu, jak bardzo zmieniło się Sarajewo, a także to, że juz nigdy nie będzie tak samo.
                       Dragan w Sarajewie został sam. Żona z synem wyjechali do Włoch jeszcze na początku wojny, a on wylądoał w mieszkaniu siostry i szwagra, którego nie darzy zbytnią sympatią. Jest tolerowany chyba tylko z tego względu, że przynosi chleb do domu, co jest możliwe dzięki pracy w piekarni. Droga do pracy grozi śmiercią, gdyż trzeba przejść przez skrzyżowanie, na którym snajperzy polują na ludzi...
                     ,,Strzała" nie chce nawet wspominać, jak się naprawdę nazywa, gdyż uważa że od kiedy zaczęła zabijać ludzi, jest inną osobą. Nie jest już tą beztroską dziewczyną, która na studiach zdobywała trofea podczas zawodów strzeleckich. Wojna to także pewnego rodzaju sport, zawody, tylko stawka zdecydowanie wyższa - życie.
                      Jak tych troje zupełnie różnych ludzi połączy wiolonczelista? Co im uświadomi, o czym sobie przypomną, a o czym postanowią na zawsze zapomnieć? Czy człowiek w obliczu zagrożenia naprawdę musi stawać się podły i podstępny?
Aby znaleźć odpowiedzi na te i wiele innych pytań, warto sięgnąć po ,,Wiolonczelistę z Sarajewa" - zapewni podróż w czasie i przestrzeni, a także podróż w ludzkich umysłach...

niedziela, 19 kwietnia 2015

Wiosenne Podbiegi 2015

              Dzieci kończyły jeść strażacką grochówkę, prawie wszyscy podbiegowicze poszli już do domu, gdy obok nas usiadł starszy pan  i rozpoczęliśmy rozmawiać. Ogólnie o tym, które to nasze Podbiegi, czy dzieci też szły itp. Żegnając się powiedział coś, co chyba jest najlepszą recenzją imprezy:
      ,,Wspaniała inicjatywa, wspaniała zabawa, będę chodził na Podbiegi do końca świata!!"

                             I oto chodzi :)! 

               W marcu z pewną taką niecierpliwością i obawą szukałam informacji, kiedy odbędzie się wiosenna edycja Podbiegów.         
               Pojawiła się informacja - będą Podbiegi, czyli Powszechne Opolan Bieganie-Deptanie!
i oto naszedł już ten czas. 
               Nasze kolejne rodzinne Podbiegi - CZWARTE :)
Na początku oczywiście rejestracja, odbiór mapki z zaznaczoną trasą, karty uczestnika i...



                                      ... rozgrzewka!



                 Czy wszyscy prawidłowo wykonują ćwiczenia?                          
                            Sprawdzono z góry :)


   
       Jeszcze krótkie przemówienie prezydenta Opola,  dyrektor NCPP strzelił na start i do biegu! Pierwsze kroki i już można podziwiać piękne, wiosenne, opolskie widoki...


  Jest też czas, żeby przyjrzeć się z bliska i dokładniej Odrze...


          ...bo oto dłuuuuuuuuuuuuuuga przerwa przed pierwszym punktem kontrolnym przy moście...


                       Kolejka po pierwszą pieczątkę trochę nas przystopowała i gdy weszliśmy na most, pierwsi biegacze już wracali...


       Potem cudowny  spacer ścieżkami Bolko:




 Oczywiście z mapą w ręku i celem głównym w myślach :)



          Podczas każdej edycji Podbiegów zachwyca na opolska przyroda, spokojna o tej porze Odra.




Jest to też okazja, aby obejrzeć Opole ,,z drugiej strony":


          Powoli, bez zbytniego pośpiechu, bo przecież małe dzieci z nami maszerują, dotarliśmy do kolejnego punktu kontrolnego. Wszystkie punkty kontrolne są obstawiane przez strażaków ze Szczepanowic.




Jak widać, nie wszyscy  drepczą i biegają, niektórzy sobie latają:)
   
                           
                            Niektórzy z trasy zbaczają :)

A my idziemy dalej.
                         






Już wszystkie pieczątki zdobyte.


Dyplomy uznania odebrane.


A nawet dodatkowa torba z drobiazgami trafiła w nasze ręce.




               Wiosenne Podbiegi 2015 już za nami.
Teraz czekamy do jesiennych i z pewnością weźmiemy w nich udział, bo ta odrobina sportu to przede wszystkim wspaniała zabawa dla całej rodziny!